To jest nasz podrozny blog... czytaj od dolu do gory

Monday, June 12, 2006

The expedition route

We started our trip in Buenos Aires. Then we flew in to Puerto Iguazu, followed by several bus connections via Cordoba and Salta to Tupiza/Bolivia. A 4x4 jeep to Uyuni. By bus to LaPaz and Puno, including boat and ferry rides on the Titicaca Lake. By bus to Cuzco , by train to Machupicchu and back. And finally, by plane to Lima.

It took us 30 days - 10 days in each country: Argentina, Bolivia and Peru.

You should read this blog bottom up - the bottom of the page is the beginning!

If you do not understand Polish, for the time being, you will only enjoy the photographs.

Sunday, June 11, 2006

Lima

Tuesday, June 06, 2006

Cuzco

Wednesday, May 10, 2006

Titicaca

Sunday, April 16, 2006

La Paz

Podroz do stolicy i ona sama

Po upojnej, 12-godzinnej podrozy autobusem pamietajacym czasy Krzysztofa Kolumba i drodze ubitej przez afrykanskie slonie w tym samym czasie dojezdzamy do przepieknie polozonego La Paz. Przesiadka w Oruro w srodku nocy, grupa Hare-Kriszna na podlodze autobusu oraz chorujaca na gruzlice staruszka ktora obsikala bagaz pewnych Anglikow - to niektore z atrakcji, ktore sprawiaja ze chcemy jak najszybciej dostac sie do jakiegokolwiek hotelu.



Nieco w oddali ale nadal gorujacy nad miastem Huana Potosi - 6000 m z nawiazka.



Na straganie w dzien targowy

Na ulicznych straganach mozna kupic wszystko... tzn.:

...ponad dwiescie (200!) rodzajow ziemniakow



...piekne tkaniny, sweterki we wzorki, spodnie w paski....

... oraz plod lamy na szczescie - na Targu Czarownic (Witchcraft Market)





Boliwia 2 - Cordiliera de Lipez, Lagunas i Salar de Uyuni

Dzien 1.

Wyruszamy na wyprawe dzipem przez gory i pustynie wokol Tupizy i Uyuni. Cztery dni jak sardynki w terenowej Toyocie ale z kierowca i kucharka. Konstrukcja drogi to glownie slady na pustyni, kamieniach i blocku tych co jechali przed nami. Pierwszego dnia przejezdzamy przez Silar - pieknej przeleczy z niesamowitymi wyerodowanymi skalami, potem obok San Vincente - tam gdzie zgineli Butch Cassidy i Sundance the Kid i nocujemy w malej wiosce San Antonio de Lipez. Na horyzoncie wielkie osniezone gorzyska. Ludzie w wioskach bardzo przyjazni. Lamy, lamy i jeszcze raz lamy. Na jedna lame przypada 3 boliwijczykow. Lamy sa wszedzie, takze w naszych brzuchach.


El Silar


Dzien 2.

Wspinamy sie na 4850 m, wokol pelno sniegu. Mijamy Pueblo Fantasma - duze, opuszczone przez ludzi miasto. Witaja nas aktualni gospodarze - male, kroliko-swistaki - bizcacha.

Po drodze Toyota zakopuje sie w blocie i musimy ja wyciagac z pomoca innych ekip. Przygod samochodowych bedzie wiecej. Pojazdy co pewien czas staja i robia sobie odpoczynek. Czasami peka cos w ukladzie jezdnym, czasami wysiada akumulator a czasami po prostu brakuje paliwa i musimy dolewac z wielkiej beczki ktora wieziemy na dachu.


Krajobraz zmienia sie - ze snieznej zimy o poranku wjezdzamy na suchy plaskowyz z zielonymi kanionami pelnymi pieknych strumieni.



Po poludniu, krajobraz robi sie niesamowicie pustynny i... dojezdzamy do laguny na ktorej zyja flamingi. Co za niespodzianka. Prawdziwa kraina pustynnych lagun. W niektorych pienia sie jakies substancje, z ktorych wyrabia sie mydlo. W innych - borax. Kolory: Laguna Blanca, Laguna Verde, Laguna Celeste ....
Na wysokosci 4500 sa tez Aguas Caillentes: maly basen z ciepla woda. Jest przenikliwe zimno i wieje wiatr ale kapiel jest wysmienita. Zdjecie satelitarne Laguna Verde - tak to wyglada z kosmosu: okoliczne wulkany oraz jak dobrze poszukasz, basen z termalna woda.


Wiemy juz ze Salvador Dali popelnil plagiat - piaszyste lachy pokryte surrealnymi skalnymi rzezbami to pejzaze Boliwii! Wszystko to w otoczeniu stozkow wulkanicznych pokrytych bialymi czapami sniegu. Na deser gejzer z bulgocacym blockiem. O zmroku dojezdzamy do noclegu przy Laguna Colorada. Co za dzien!


Dzien 3.

Ranek zastaje nas na brzegu Laguna Colorada. A my zastajemy wielka kolonie flamignos.
Jest cicho i pieknie. Flamingi zyja sobie tu spokojnie i spedzaja dni na wyszukiwaniu planktonu. Przy brzegach gory boraxu.

Jedziemy dalej. Po kilku kilometrach przejezdzamy przez rumowisko skalne gdzie znajduje sie Arbol de Piedra - skalny borowik wielkosci pietrowego domu. Po kilku godzinach jazdy docieramy do drogi ktora laczy San Pedro de Atacama i Uyuni. Droga jest bita - zeby nie bylo ze asfaltowa (od czasu kiedy wyjechalismy z Argentyny nie powachalismy asfaltu). Teraz podroz przebiega szybciej ale do czasu i znowu trzeba objezdzac po bezdrozach jakis niedokonczony badz urwany fragment naszej "autostrady". Wieczorem dojezdzamy do Uyuni. Niestety byla to jedyna opcja, w na Salar jest duzo wody i nie mozna bylo wjechac od poludnia.

Dzien 4.

Jedziemy bladym switem na Salar de Uyuni- zeby zdarzyc na wschod slonca. Udalo sie. Co za widok!Chyba wystrzelilo nas w kosmos. Wielka, solna pustynia, pokryta gdzieniegdzie cienkim lustrem wody. I male, usypane z soli piramidy. Przejezdzamy przez wode, obok pracujach ludzi i jedziemy kilka kilometrow wglab, do rezydencji Playa Blanca. To jest maly domek, z hotelikiem - caly z soli. Jemy sniadanie i ruszamy w droge powrotna przez Colchani. To wymarle, miasto-widmo jest schronieniem dla ostatnich niedobitkow rodzin robotnikow solnych. Ruiny, sol, stara babcia na ulicy po ktorej hula slony wiatr, gromada swin pasaca sie na zawalonym podworku, kilku robotonikow w maskach ladujacych sol na ciezarowe. Oraz male muzeum i sklepik spozywczy. A przez srodek - trasa kolejowa, ktora wiedzie w inne apokaliptyczne miejsce, niedaleko stad - Cementario de Treno - cmentarzysko pociagow. Wielkie, stare, smutne parowozy rdzewieja na obrzezach Uyuni. W Polsce zlomiarze mieliby niezla gratke, ale tutaj nikt sie nimi nie interesuje. Cmentarz ciagnie sie przez kilometr, dwa.Dla nas to miejsce ostatniego, pysznego posilku przygotowanego przez Marine. Wracamy do miasteczka Uyuni i zaczynamy walke o wieczorne bilety do La Paz....

Boliwia 1 - pierwsze wrazenia

Cyber Chat Made in Bolivia - Villazon

Salta i Polnocna Argentyna

Obrazki miejskie

Salta to bardzo mile ale tez bardzo turystyczne miasteczko, pelne nie tylko turystow ale i scenek rodzajowych. Oto probka.

Wyciskanie na kolanie
Women All Over the World - Unite!
Po imprezie - marsz do szkoly!
Idac cmentarna aleja...
Wycieczka do Cachi...
Cachi to mala wioska oddalona o 100 km na poludniowy zachod od Salty. Wschodnie stoki Andow na obszarze od srodkowej Boliwii do srodkowej Argentyny to pre-puna - zielona i mokra. W odroznieniu od puna, ktora jest suchym i pustynnym plaskowyzem..

Na przeleczy, na ktora mozolnie wdrapal sie nasz autobus znajduje sie kapliczka katolicka z darami dla Pachamama - Bogini Matki Ziemi. Wedlug innych zrodel, wysoko w gorach sklada sie ofiary dla Pachatata, ktory jest utozsamiany z gorskimi szczytami. Takie polaczenie tradycyjnych wierzen z religia katolicka jest tutaj bardzo czeste.

Obszar miedzy przelecza a Cachi zajmuje park narodowy, na ktorym rosnie Cordon - taki niby-kaktus. "Niby", dlatego, ze w odroznieniu od normalnych kaktusow, gdy obumiera zamienia sie w drewno.

Zdrewnialy pien Cordona. Z takiego drewna zrobiony jest dach kosciola w Cachi oraz ozdobne elementy domow. Mozna tez kupic ramki na obrazki i inne turystyczne gadzety. My kombinujemy jakby tu znalezc naturalny kawalek tego osobliwego drewna. Na razie bez skutku.


W drodze na granice

Jedziemy autobusem z Salty przez Jujuy do La Quiaca, gdzie jest granica z Boliwia. Po drodze przejezdzamy przez Quebrada de Humahuaca - przepiekny kanion. Zalujemy ze nie mozemy sie zatrzymac ani w Purmamarca ani w Humahuaca (tu moglby byc fajny nocleg). Nastepnym razem!


Podobne, piekne widoki czekaja juz na nas po drugiej strony granicy: po drodze z Villazon do Tupiza.

Saturday, April 08, 2006

Cordoba 29.03.2006

Julio y yego kun
Galopez
Que pasa?



Adelante Silvio!
Eleonora, Ania, Kuba, Ana & David
Nos amigos muy artisticos!

Foz do Iguazu - Brazylia

W drodze do Brazylii - na kilka godzin...
Widok z Brazylii na Argentyne
Kajman (?)
Ania i kwiatuszek do kozucha (35 C)
Gargalo di Diablo (Diabelska Gardziel)